Dlaczego PO i PSL nie boją się wyborców?

 Oczywiście tytuł jest mocno na wyrost. Niemniej samo uchwalenie ustawy o nasiennictwie w takim a nie innym kształcie bezpośrednio przed wyborami wydaje się, z punktu widzenia logiki walki o władzę - poważnym błędem. Osoby posiadające wykształcenie politologiczne bądź ekonomiczne znają pojęcie 'cyklu wyborczego', polegającego na rozluźnianiu polityki gospodarczej w roku wyborczym, by wywołać wśród społeczeństwa poczucie wzrostu 'zamożności' (i przeświadczenie, że 'słuszną linię ma nasza władza'), tylko po to, by natychmiast po wyborach wycofać się z ekspansji fiskalnej bądź monetarnej. Oczywiście takie działania powodują cykliczne zmiany dynamiki rozwoju (z okresem 4-letnim dla Polski), nakładające się na 'naturalny' cykl koniunkturalny (7-10 lat). Jest sprawą oczywistą i zdroworozsądkową, że w roku wyborczym społeczeństwa nie należy drażnić podwyżkami podatków i innymi niepopularnymi decyzjami.  

W kontekście powyższego uchwalenie bezpośrednio przed wyborami ustawy, która wprowadza rozwiązania niepopularne wśród 70% społeczeństwa jest ewenementem. Tym bardziej, że zapisy ustawy nie tylko łamią wolę większości wyborców. One godzą w interesy ekonomiczne zaplecza politycznego PSL, ponieważ nie tylko psują rynek materiału siewnego (vide http://palmer.eldritch.1984.salon24.pl/335613,korupcja-z-po-i-psl-w-rolach-glownych), ale i, w przypadku ekspansji GMO na teren Polski, uniemożliwią eksport polskiej produkcji rolnej do Niemiec, głównego partnera handlowego Polski. O ile można powiedzieć, że PO nie obawia się znaczących strat poparcia, ponieważ nieudolność PiS, umiejętnie podsycany strach przed PiS i przychylnosć mediów pozwolą jakoś się wykręcić, o tyle decyzja PSL, partii 'umiarkowanie' popularnej w mediach - i nie mającej na swoim 'rynku wyborczym' straszaka porównywalnego z PiS jest zupełnie niezrozumiała.

Czy ktokolwiek potrafi mi wyjaśnić, co skłoniło koalicję rządzącą do tak nieracjonalnej decyzji?

 

Czy na pewno Prezydent nie boi się nowych technologii?

W kontekście całej sprawy mamy jeszcze głos B. Komorowskiego, iż brak podstaw do uznania żywności GMO za szkodliwą dla zdrowia (całkowicie ignorowana jest przez Prezydenta kwestia wykluczenia wolności wyboru wszystkich rolników, będących sąsiadami plantatorów GMO, którzy ze względu na krzyżowe zapylenia [vide http://palmer.eldritch.1984.salon24.pl/335398,czy-problem-gmo-nie-istnieje] będą musieli co roku kupować certyfikowany materiał siewny, którego uzyskanie w dostatecznych ilościach, w przypadku rozprzestrzenienia się upraw GMO w Polsce przestanie być możliwe). Wracając jeszcze do kwestii 'bezpieczeństwa dla zdrowia' - czy Prezydent z małżonką, dziećmi i wnukami, w ramach dowodzenia wiary w nieszkodliwość GMO mogliby się zobowiązać do odżywiania się do końca kadencji żywnością pozyskiwaną z GMO (przy odrobinie wysiłku można oprzeć już o nią sporą część diety)? Może ktoś zorganizuje komitet, zbierający głosy poparcia pod petycją w tej sprawie? Bo co innego zapewniać Kowalskiego o nieszkodliwości żywności GMO, a co innego dawać wraz z Pierwszą Rodziną przykład najwyraźniej zacofanemu i strachliwemu Narodowi. Panie Prezydencie, do dzieła - w końcu "dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy"!